Fetysz, fetysz, fetysz

Posted on Maj 24, 2005

0


Tekst ukazał się w katalogu II Biennale Fotografii w Poznaniu w 2005 roku

Tegoroczne biennale fotografii w Poznaniu zaplanowano według zasady: wystawa główna i wystawy towarzyszące. Główna wystawa, której kuratorami są Paweł Bownik, Łukasz Gronowski, Jacek Kołodziejski i Paweł Noniewicz może zostać spokojnie nazwana manifestem młodego pokolenia polskich fotografów. Decyduje o tym nie tylko wiek blisko trzydziestoosobowej grupy zaproszonych twórców, którego średnia oscyluje w okolicy 27 lat, ale przede wszystkim charakter fotografii bądź podejmowanych działań.

Przez charakter fotografii i działań rozumiem zarówno tematykę prac, czyli miejsca, przedmioty i ludzi, na których skierowano obiektyw, jak również stylistykę fotografii, to znaczy sposób, w jaki ten obiektyw skierowano. Inna sprawa, że czasem trudno mówić tutaj o dosłownym „kierowaniu obiektywu”, bo spora część prac ma niewiele wspólnego z tradycyjnie pojmowaną fotografią. Niektóre od podstaw powstały przy użyciu edytorów grafiki, inne zrobiono używając aparatów cyfrowych i gruntownie przekształcono w programach komputerowych. Z fotografią rozumianą tradycyjnie nadal wiąże je pewien mimetyzm; chociaż niektóre prace drobiazgowo „zdigitalizowały” rzeczywistość, to nadal podtrzymują odniesienia do niej. Celowo używam słowa „prace”, gdyż wobec czysto cyfrowej genezy niektórych obrazów, trudno nie zastanowić się na ile mamy tutaj jeszcze do czynienia z fotografią, przynajmniej w takim jej rozumieniu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.

Ze względu na podejmowaną zagadnienia, prace można podzielić na cztery grupy tematyczne: tematyka reklamy i obrazu w kulturze masowej, tematyka społeczno-obyczajowa, tematyka metaartystyczna i ta, którą nazwałbym krajobrazowo-liryczną. Oczywiście są prace, których treści ta kategoryzacja nie wyczerpie i swobodnie mogłyby bądź to znajdować się w kilku grupach naraz, bądź w żadnej.

Obok kłopotów z tematycznym ulokowaniem prac, osobnym problemem jest wewnętrzna spójność każdej z wymienionych grup. Na przykład: chociaż spora część zaproszonych twórców wystawiła prace podejmujące zagadnienia związane z szeroko rozumianą problematyką reklamy i generowanym przez nią zjawiskiem fetyszyzacji przedmiotu, to jak można się spodziewać, mimo podobieństwa tematyki, wypowiedzi padają z różnych punktów widzenia i kreślą odmienne perspektywy dla omawianego zagadnienia. Jedni nadal zastanawiają się nad rolą reklamy w kształtowaniu postaw konsumpcyjnych i negatywnie oceniając tę rolę i sam konsumpcjonizm, próbują realizować strategie, które przechytrzyłyby reklamę i jej mechanizmy (Marcin Nowak). Inni wręcz przeciwnie, traktują reklamę jako fenomen ciekawy sam w sobie, badają jej funkcjonowania w krajobrazie miasta (Karolina Kowalska) lub pogodnie proponują oswojenie się z jej językiem wizualnym (Ania Łoskiewicz).

Jeszcze inni, mniej lub bardziej świadomie, posługują się samym stylem stosowanym przez reklamę – wraz z jej prostotą, jednorazowością, intensywnością kolorów, dynamiką, oddziaływaniem obrazem jako całością i wyrazistością szczegółów, które „cieszą oczy, a czasem coś więcej” (Tomek Dobiszewski) – aby poprzez ten język wyrazić określone treści (Tomek Cichowski) lub nic nie wyrażać, a jedynie zachęcić odbiorcę do aktywności (Andrzej Błachut i Agnieszka Mochalska). Już nie tyle do samej reklamy, ale do języka wizualnego kultury masowej odwołują się prace minilabistów, Agnieszki Chojnackiej i Maksymiliana Rigamontiego.

Być może innym, nieco bardziej prozaicznym powodem zainteresowania tej grupy twórców estetyką masskultury jest fakt, że większość z nich na codzień pracuje w agencjach reklamowych. Reklama i jej stylistyka, doświadczenie kompromisów między pragmatyką rynkową a wizją lub dobrym smakiem, chcąc nie chcąc stają się przedmiotem odniesień i refleksji w pracach tworzonych poza agencją.

Moim zdaniem jest to najciekawsza grupa prac na biennale, taka, która będzie potrafiła zadowolić spragnionych „świeżej krwi”. Chyba też najciekawiej współgra z tytułem wystawy: Polowanie na przedmioty – jest to sztuka zainteresowana przedmiotem jako fetyszem, jako kamieniem filozoficznym naszych czasów. Młodzi twórcy zdradzają przekonanie, że współcześnie funkcjonowanie, a nawet sama obecność przedmiotu, wiąże się z jego uwikłaniem w taktyki reklamowania. Być przedmiotem to mieć logo (nie mówimy, że jemy batoniki, ale Twixy i Snickersy, nie mówimy, że jeździmy samochodami, ale Mercedesami i BMW, nieco podobnie mówimy o adidasach, rowerach i pampersach, gdzie nazwy marek dały określenie całym klasom przedmiotów), czyli wpisywać się w pewne projekty wizualne. Upolować przedmiot, to nic innego jak wciągnąć, go w założoną strategię wizualną, strategię opartą o mechanizmy reklamy.

Pośród prac skupionych wokół zagadnień społeczno-obyczajowych panują bardziej tradycyjne nastroje i obrazowanie. W stosunku do fotografii o podobej tematyce sprzed dziesięciu lat, zmieniły się jedynie ubiór fotografowanych postaci i otoczenie, w jakim się znajdują. Jest po prostu bardziej zamożnie, ale problemy wciąż te same: emancypacja kobiet (Imiela&Mróz), szukanie tożsamości w konfrontacji z tradycją (Viola Kuś), prowincjonalizm polskiej klasy średniej (Radek Polak), krytyka powierzchowności różnego rodzaju mód (Ania Imiela) i sztuka zaangażowana społecznie w duchu Kleina, Beuysa i Karpowa (Marek Glinkowski).

Fotografie tego ostatniego artysty znajdują się w połowie drogi do grupy fotografii będących komentarzem na temat samej sztuki, które to fotografie nazwałbym za Jerzym Hanuskiem „metasztuką”. Mam tu na myśli dwie prace, analizujące obraz jako taki a będące jednocześnie komentarzem w stosunku do tego, co prezentują (Michał Jakubowicz) i postawą wobec sfery ikonicznej (Łukasz Ogórek).

Ostatnią grupę prac określiłbym mianem liryczno-krajobrazowych. Sam liryzm, powstał w sposób dwojaki, niejako mechanicznie, na drodze odwołania się do tradycji piktorializmu (Edyta Wypierska), montaży fragmentów różnych fotografii w oniryczną całość (Kobas Laksa) lub subtelnych przekształceń (w znaczeniu tak doskonałych, że prawie niedostrzegalnych zabiegów) na naturalistycznych obrazach z codziennego otoczenia (Anna Orlińska) lub przestrzeniach zapomnianych (Szymon Rogiński)

Fotografowie wystawiający na tegorocznym biennale doskonale zdają sobie sprawę z charakteru współczesnej sfery ikonicznej, tj. wszechobecności obrazów i ich agresywnego wdzierania się w każdą wolną przestrzeń (miasta, eteru, internetu) i chcą włączyć się w proces powstawania ikonosfery jako świadomi jej twórcy, chcą komentować ją i przeformułowywać. Fotografia stała się współcześnie najważniejszym nośnikiem obrazów, przede wszystkim jako podstawa strategii reklamowych, ale również jako osławiona sztuka dla mas. Stąd też dziwne byłoby, powstrzymywanie się od komentarza na ten temat przez samych fotografów, szukania inspiracji w wymienionych zjawiskach i przede wszystkim świadomego włączenia się w budowanie sfery ikonicznej. Czy jest to przedsięwzięcie możliwe do zrealizowania? Czy nie będzie to głos, który gdzieś rozpłynie się w szumie informacyjnym, w powodzi obrazów, a tym samym straci siłę oddziaływania? Sceptykom trzeba przypomnieć za Teodorem Adorno, że każdy akt komentowania rzeczywistości poprzez sztukę jest jednocześnie częścią samej rzeczywistości i już przez swoją obecność zmienia jej stan.

Reklamy