Szumowiny i klisze

Posted on Maj 15, 2008


Późnym wieczorem w październiku 2005 roku grupka młodych mieszkańców Argenteuil, jednej z podmiejskich dzielnic Paryża, obrzuciła wyzwiskami i kamieniami ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Francji – Nicolasa Sarkozy’ego. Zdenerwowany, otoczony kordonem ochraniarzy minister, któremu cały czas towarzyszyły kamery wielu stacji telewizyjnych, patrząc wprost w obiektywy, rzucił pewny siebie: „Dość już macie tych szumowin, nieprawdaż? No, to już niedługo zajmiemy się nimi!” Następnego dnia słowo racailles – w tłumaczeniu na polski: szumowiny, motłoch – było najczęściej wymawianym słowem nad Sekwaną. Powtarzała je prasa, ale powtarzali je także rozjuszeni mieszańcy przedmieść, domagając się od ministra przeprosin.

Po przedmieściach Paryża i innych miast Francji rozlała się fala zamieszek, których symbolem stały się podpalone samochody. Grupy bezrobotnych Francuzów, pochodzących najczęściej z Afryki, prowadziły zacięte i widowiskowe bitwy z policją, jakby w przekonaniu, że tylko w ten sposób zwrócą uwagę rządowych decydentów na swoje położenie. Młodzi, zmarginalizowani i sfrustrowani wychowali się w gettach podobnych do tych z nowojorskiego Bronksu czy Harlemu, gdzie policja pojawia się jedynie po to, żeby dla zasady spałować kilku najbardziej rzutkich spośród nich i potem uciec. Mieszkają kilkanaście kilometrów do wieży Eiffela, ale widzieli ją tylko w telewizji. Do Centrum Pompidou w praktyce mają dalej niż wykształcony mieszkaniec Warszawy. Późnym wieczorem w październiku 2005 roku grupka młodych mieszkańców Argenteuil, jednej z podmiejskich dzielnic Paryża, obrzuciła wyzwiskami i kamieniami ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Francji – Nicolasa Sarkozy’ego. Zdenerwowany, otoczony kordonem ochraniarzy minister, któremu cały czas towarzyszyły kamery wielu stacji telewizyjnych, patrząc wprost w obiektywy, rzucił pewny siebie: „Dość już macie tych szumowin, nieprawdaż? No, to już niedługo zajmiemy się nimi!” Następnego dnia słowo racailles – w tłumaczeniu na polski: szumowiny, motłoch – było najczęściej wymawianym słowem nad Sekwaną. Powtarzała je prasa, ale powtarzali je także rozjuszeni mieszańcy przedmieść, domagając się od ministra przeprosin.

Fragment recenzji. Całość dostępna pod adresem http://artpapier.com/?pid=2&cid=2&aid=1366

Reklamy
Posted in: Wystaw