Mieć ciasteczko czy zjeść ciasteczko. Uwagi o „Net arcie” Ewy Wójtowicz

Posted on Listopad 10, 2008


Kiedy pojawiło się tłumaczenie esejów Martina Heideggera Budować, mieszkać, myśleć sieć Empik (wówczas jeszcze eMPiK) za sprawą jakiegoś dobrze zorientowanego, anonimowego erudyty sprzedawała je w dziale „Architektura”. Podobna historia przydarzyła się książce Ewy Wójtowicz. W księgarniach Matras można znaleźć ją w dziale „Informatyka”, między pozycjami takimi jak Informatyka dla żółtodziobów i podręcznikami dla programistów php. O ile przypadek esejów Heideggera to czyste qui pro quo, o tyle wydaje mi się, że marketingowcy Madrasa lepiej wyrazili naturę nowych mediów niż autorka Net artu.

Pozycja ukazała się w lutym nakładem wydawnictwa Rabid. Właściwie przeszła bez echa, jeśli nie liczyć równie pobieżnej, co w zasadzie obojętnej recenzji, którą na łamach „Krytyki Politycznej” opublikował Piotr Marecki. Rabid specjalizuje się w tematyce szeroko rozumianych mediów. Na ogół publikuje teksty pracowników naukowych, które w różnym stopniu poddaje „remasteringowi” na potrzeby rynku i nieakademickiego czytelnika. Podobnie ma się rzecz w przypadku książki Ewy Wójtowicz. Za podstawę Net artu posłużyła praca doktorska Net art jako sztuka interaktywna obroniona przez Wójtowicz na UAM. Ta akademicka proweniencja uwidacznia się na dwóch poziomach. Przede wszystkim książka zachowuje suchy i techniczny język naukowej dysertacji. Ponadto doskonale odzwierciedla uniwersytecki styl produkcji tekstów naukowych: stanowi kompilację wypowiedzi różnej maści znawców, ekspertów i autorytetów, poprzez które od czasu do czasu przebija się głos autorki. Nie jest to przytyk w kierunku Ewy Wójtowicz. Generalnie można odnieść wrażenie, że polski świat naukowy wziął za dobrą monetę Barthesowską tezę o śmierci autora. Panuje presja wyższych stopniem kadr naukowych, by młodzi pracownicy naukowi – w imię obiektywizmu i naukowego dystansu ­- nie wychylali się ze swoim poglądami, a zamiast tego streszczali poglądy innych autorów, najlepiej Zachodnich. W rezultacie, uniwersyteccy autorzy w Polsce produkują zgrabnie skrojone kompilacje tego, co wcześniej napisali inni. Jak widać, fala postprodukcji, found footage i sampli objęła też środowisko naukowe. Cóż, dobry didżej jest dzisiaj w cenie. Także na uniwersytecie.

Fragment recenzji. Całość dostępna pod adresem http://www.obieg.pl/książki/4431

Reklamy
Posted in: Książek