O śmiechu za plecami

Posted on Kwiecień 1, 2009

0


Krotończycy zalali Sybaris. Skierowali na nie wody płynącej w pobliżu rzeki i w ten sposób zniknęło z powierzchni ziemi miasto, które było symbolem życia w dostatku i bogactwie. Właśnie od jego nazwy pochodzą słowa „sybaryta” i „sybarytyzm”, kojarzące się dziś z zapachem cygar i kolorem whisky.

Wobec podobnego postępowania starożytnych czujemy rezerwę. Tłumaczymy je meandrami „umysłowości pierwotnej”[1], samych siebie lokując bezpiecznie za kordonem „zdobyczy humanizmu”. Wprawdzie przyznajemy, że jeszcze całkiem niedawno jedną ze światowych potęg było państwo, które krwawo rozprawiło się z arystokracją, a swoich obywateli przez ponad 70 lat zmuszało – chcąc, nie chcąc – do życia w ascezie.  Niemniej szybko rozstajemy się z podobną myślą, uznając, że ów wypadek należy zaliczyć do historycznych pomyłek. Pocieszamy się, że siły, które dostatek napiętnowały w porządku teoretycznym a w porządku praktycznym uczyniły go nieosiągalnym, przegrały globalny pojedynek z potęgą wolnorynkowych demokracji. Jednym słowem, nastał „koniec historii”. Pozostało jeszcze gdzieniegdzie eksportować wolności obywatelskie i razem z nimi kapitalizm. Lecz to tylko niewielki wysiłek, który – stojąc na czele swoich armii – podejmą koryfeusze Zachodniego stylu życia. Obywatele wszystkich krajów, bogaćcie się! Oczywiście nie jesteśmy świadomi, że wypowiadając owe życzenia powszechnego szczęścia i dobrobytu, ewokujemy subtelną dialektykę okrucieństwa.

Tym, którzy dziwią się podobnej konstatacji, naprzeciw wychodzi Goerges Bataille powiadając: „w błąd wprowadziło nas zbyt proste doświadczenie okrucieństwa. Na ogół nazywamy okrutnym to, czego nie mamy siły znosić, podczas gdy nie wydaje się okrutne to, co znosimy łatwo, co jest dla nas zwyczajne. W ten sposób okrucieństwo jest zawsze udziałem innych. Nie umiejąc powstrzymać się od okrucieństw, zaprzeczamy mu, dopóki nas nie dotyczy. Owa słabość niczego nie likwiduje, a tylko utrudnia zadanie każdemu, kto szuka w tych drogach na skróty ukrytych poruszeń ludzkiego serca”[2].

Nie idzie przecież o nadużycia symbolizowane przez Guantanamo i Abu Ghraib, których Zachód dopuszcza się szerząc „wartości demokratyczne”. Nie idzie też o „postkolonialny” dyskurs, którego presja nakazuje Amerykanom i Europejczykom dwa razy zastanowić się, nim powiedzą słowo „murzyn”. Precyzując charakter tej dialektyki, należałoby powiedzieć, że miejscem, gdzie doskonale się uwidacznia, jest najbardziej subtelna (posługując się Freudem, można by nawet rzec: wysublimowana) część kultury, którą zwiemy sztuką, zaś jej kołem zamachowym jest resentyment – przyrodni brat Schadenfreude.

***

Pisząc swoją pierwszą książkę Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne[3], Réné Girard zauważył, że pragnienie ma trójelementową strukturę. Przedmiot pożądania i pożądająca osoba stanowią tandem możliwy jedynie wówczas, gdy między nimi znajduje się „model”. To on mówi, czego pragnąć i w jaki sposób. Innymi słowy: zapożyczamy nasze pragnienia; pożądając sycimy się żądzami tych, którzy chcą tego samego. Tę zależność Girard określa mianem mimetyzmu pragnienia.

Jeśli owa kategoria potrafi służyć Girardowi do analizy stosunków francusko-niemieckich (w wydanej dwa lata temu Achever Clausewitz[4], gdzie Girard przekonuje, że Niemcy i Francuzi konkurowali z sobą przez ostatnie 200 właśnie dlatego, że są do siebie podobni), może okazać się równie przydatna tam, gdzie przecinają się trajektorie pieniądza i sztuki. Czyż najlepszym przykładem mimesis nie są korporacyjne garnitury i uniformy?

Zasada mimetycznego pragnienia to reguła nienawiści poprzez upodobnienie. To zasada permanentnego konfliktu, który wziął się z podobieństwa. To filozofia wyścigu szczurów, społeczeństwa masowego, społeczeństwa konsumpcji. To wreszcie logika supermarketów, które gromadzą setki klientów gotowych spędzić noc w śpiworze, żeby zapewnić sobie dobre miejsce w kolejce, gdy o poranku ruszy promocja. Skoro ów mechanizm charakteryzuje społeczeństwo masowe, dlaczego miałby robić wyjątek dla wygenerowanej przez nie sztuki?

Mimo, że dyskurs krytyczno-artystyczny nadal chętnie uważa sztukę za musée imaginaire, w rzeczywistości generuje ona namacalne konflikty, zupełnie nie wyobrażone – choć z pewnością subtelne. Pierre Bourdieu dowodzi, że reguły „czystej sztuki” nie są wcale tak czyste, jak chcieliby tego estetycy, krytycy i artyści.[5] Pole sztuki stanowi miejsce konfliktu zarówno wewnątrz i na zewnątrz. W omawianym kontekście bardziej interesuje nas, jak sztuka odnosi się do tego, co znajduje się poza jej granicami. Co – wyraźnie powiedzmy – funduje ją ekonomicznie.

Przypomnijmy zatem: zdaniem Bourdieu, pole sztuki w XIX wieku autonomizuje się, by wygrać walkę z wysoką burżuazją, od której zostało uzależnione po upadku arystokratycznego mecenatu. Szukając strategii pozwalającej się wyzwolić, artyści i krytycy rzucają nuworyszom w twarz to, czego brak ci ostatni odczuwają najbardziej: dobre maniery, subtelny gust i erudycję. Stawiając kapitał kulturowy przeciw kapitałowi ekonomicznemu, przenoszą walkę o autonomię w obszar, gdzie mieszczuch czuje się wyjątkowo niepewnie. W skrócie, świat sztuki ironicznie woła do mieszczaństwa: nie wystarczy mieć pieniądze, trzeba umieć je wydawać.

W tym sensie sztuka nadal pozostaje musée imaginaire – konflikt którego nie może wygrać na ubitej ziemi twardych reguł ekonomii, wyraźnych dystynkcji między biednym a bogatym, przenosi w sferę symboliczną, w obszar manier i smaku. Te ostatnie wykazują przecież dziwną tendencję do szybkiej zmiany, i co ważniejsze, jak moda, poddają się kształtowaniu. Jest to materia wyjątkowo podatna na dyktat wszelkich uzurpatorów. Świat sztuki zachodzi swojego wroga od strony, która jest dla niego najmniej widoczna, jakby z tyłu, ironicznie, czyli, jak uczy grecki źródłosłów tego terminu, ‘śmiejąc się za czyimiś plecami’.

Śmiech to nie tylko reakcja życzliwa i spontaniczna – chociaż tak zwykliśmy o nim myśleć. Humor, żart i dowcip mogą być formą agresji: budować dystans i robić krzywdę. Zdaniem Hobbesa, śmiech wyraża nasze poczucie wyższości. W świecie, gdzie „człowiek człowiekowi wilkiem”, nic nie wprawia nas w tak dobry humor jak niepowodzenia konkurentów. Zdaniem Hobbsa, cieszymy się, bo porażki innych, oznaczają nasze zwycięstwa. Podobnie Bergson, stwierdza, że jeśli chodzi o śmiech, nawet w wieku dorosłym pozostajemy niczym dzieci, które wybuchają radością na widok gaf dorosłych – najwięcej przyjemności sprawiają nam żarty z tych, których status społeczny oceniamy wyżej.

Nic dziwnego, że pojęcie kiczu powstało właśnie w XIX wieku, w okresie gdy wyodrębniało się autonomiczne „pole sztuki”, jak mówi Bourdieu. Pierwotnie określało (a raczej dezawuowało) „pejzaże nieznanego autorstwa sprzedawane w wielkich złoconych ramach albo jako kolorowe obrazki, kupowane przez szybko bogacących się fabrykantów, chcących zamanifestować swoją zamożność”[6]. W epoce, kiedy o władzę należy walczyć nie przy pomocy pieniędzy, lecz wykorzystując kapitał symboliczny, ‘kicz’ jest pojęciem niezastąpionym – potrafi zamienić w tandetę najbardziej luksusowy nabytek.

Nigdy nie rozwiążemy zagadki, czy złote ramy raziły dziewiętnastowiecznych artystów dlatego właśnie, że pozostawały poza ich ekonomicznym zasięgiem. Niemniej strategia, którą obrali: droga pogardy, złośliwości i protekcjonalnej ironii okazała się skuteczna. I chociaż na przestrzeni XX wieku sztuka wielokrotnie żegnała się z gustem i wartościami estetycznymi, apologia dobrego smaku trwa w najlepsze.

Zdjęcie opublikowane w albumie Real Foto

Zdjęcie opublikowane w albumie Real foto

Album Real foto, według koncepcji Mikołaja Dlugosza wydany został nakładem korporacji Ha!art w lipcu 2005 roku. Publikację skompilowano ze zdjęć znalezionych przez Długosza na portalu aukcyjnym allegro.pl

Radek Polak, zdjęcie z cyklu Polish Look, 2005. Na zdjęciu działacz Samoobrony

Radek Polak, zdjęcie z cyklu, Polish Look, 2004. Na zdjęciu działacz Samoobrony

Seria Polski wygląd (2004) była prezentowana między innymi podczas IV Biennale Fotografii w Poznaniu „Polowanie na przedmioty” w 2005 roku oraz na wystawie Teraz Polska w czasie Miesiąca Fotografii w Krakowie w 2006 roku. Radek Polak w ramach serii sfotografował takie grupy społeczno-zawodowe jak członkowie Samoobrony, „nowobogaccy”, „dresiarze” i „Warszawka”.

Chantal Stoman, zdjęcia z cyklu Women's Obsession, 2007

Chantal Stoman, zdjęcia z cyklu Women's Obsession, 2007

Seria zdjęć Woman’s Obsession była prezentowana w Paryżu podczas festiwalu Mois de la Photo w 2007 roku. Odwiedziwszy Japonię, Chantal Stoman zafascynowała się zwyczajami zakupowymi Japońskich kobiet. Przez następny rok wielokrotnie wracała do Tokio, aby dokumentować rytuały towarzyszące poszukiwaniu i konsumpcji europejskich, szczególnie Francuskich, luksusowych marek (lub) zdjęcie z serii Schow Off Your Bling Bling (2004), seria wykonana na zlecenie magazyny BABY! w 2004 roku.

Tekst opublikowany we „Fragile” nr 2/2009 (4)


[1] Por. L. Lévy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwotnych, PWN, Warszawa 1992.

[2] G. Bataille, Sztuka, próba okrucieństwa, tł. Ł. Białkowski [w:] „Idea. Studia nad strukturą i rozwojem pojęć filozoficznych”, t. XX, s. 135.

[3] R. Girard, Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne, tł. K. Kot, Warszawa 2001.

[4] Achever Clausewitz, wywiad rzeka z Réné Girardem przeprowadzony przez Benoît Chantre, Carnet Nord, Paryż 2007.

[5] P. Bourdieu, Reguły sztuki. Geneza i struktura pola literackiego, tł. A. Zawadzki, Universitas, Kraków 2001.

[6] A. Moles, Kicz, czyli sztuka szczęścia, tł. A. Szczepańska, E. Wende, Warszawa 1978.

Reklamy
Posted in: Eseje