Maleria Galarstwa, czyli gra w Galerię na Akademii. Rozmowa z Grzegorzem Sztwiertnią

Posted on Wrzesień 17, 2010


(…)

Łukasz Białkowski: Mówił Pan o pewnych „gwarancjach” ze strony władz wydziału. Jednak kwestie, o których Pan wspomniał przed chwilą – budżet i użyczenie przestrzeni na wystawę poświęconą Weissowi, czyli pewna luka w pracy galerii – momentalnie dotykają problemu autonomii galerii i możliwości, które Pan posiada w relacjach z władzami wydziału. Jak dokładnie to wygląda?

Grzegorz Sztwiertnia: Obecność Weissa w galerii wynika jeszcze z postanowień wcześniejszego kierownika. Czyli dostaliśmy ją niejako „w wianie”. Niemniej na początku rektor sugerował, że w ogóle galeria powinna jakoś honorować za każdym razem otwarcie nowego roku akademickiego [śmiech].

Początkowo obawiałem się, że jeśli nie będę się trzymał zdecydowanej, separatystycznej linii, to zostaniemy po prostu wchłonięci przez różne oczekiwania, wpływy, prośby i tym podobne. Od początku musiałem więc wypracować sobie formułę decyzyjności i niezależności. Nazywa się to wprawdzie tak, że jestem kierownikiem tej galerii. Ale pod tym mogła się kryć dwojaka rola. Z jednej strony mogłem realizować po prostu czyjeś zamysły – w pięćdziesięciu procentach lub w większej części. Z drugiej strony mogłem całkowicie objąć odpowiedzialność za galerię, za to, co jest tam pokazywane, w jakiej formie i dlaczego. Były więc bardzo poważne rozmowy, w dość emocjonującej atmosferze, i doszliśmy do takiej formuły, że galeria będzie partycypować w inauguracji nowego roku akademickiego. Póki co na tym stanęło. Nie przykładałbym jednak do tego aż takiej wagi…

W tekście o programie galerii pisał Pan, że wyczerpała się formuła galerii jako takiej i nie interesuje Pana „white cube” 1 . Wspominam o tym, gdyż dwie zakończone wystawy – Kojiego Kamoji i Kamila Kuskowskiego – były bardzo klasyczne pod względem relacji do tradycji „white cube”. Po drugie, trudno mi wyobrazić sobie realizację tych założeń na – powiedzmy otwarcie – wyjątkowo konserwatywnej uczelni, jaką jest krakowskie ASP. Jakie Pan tu widzi szanse?

Wyszedłem od lektury Dekady Piotra Piotrowskiego, gdzie autor przytacza dwa sposoby radzenia sobie z instytucjonalizacją. Punktem odniesienia były galeria Foksal, która poszła w stronę nieustannej i w konsekwencji beznadziejnej wojny, i galeria Akumulatory 2, która włączenie w instytucjonalny obieg potraktowała jako rodzaj gry i artystycznie wykorzystała sytuację uwikłania w system. Bliższy jest mi ten drugi sposób. Pomyślałem, że jeśli naciski na „uspołecznienie” galerii, w sensie uwikłania w lokalne czy uczelniane sprawy, byłyby zbyt duże, to w jednym pomieszczeniu mogłyby się mieścić dwie galerie. Jedna galeria to byłaby Galeria Malarstwa, a druga to byłaby Maleria Galarstwa, oczywiście w nawiązaniu do Fubek Tarb Włodzimierza Borowskiego. I w tej Malerii Galarstwa robilibyśmy rzeczy, które są po prostu może nie „anty”, ale a-środowiskowe. Natomiast galerię malarstwa prowadziłby ktoś, kto również byłby wyznaczony przez władze uczelni.

Fragment rozmowy. Całość dostępna w „Obiegu” pod linkiem: http://www.obieg.pl/rozmowy/18642

Advertisements
Posted in: Rozmowy