Vehiculum dyskretnych asocjacji

Posted on Październik 22, 2010


Tekst wproadzający do wystawy Eduarda Ovčáčka, „Od A do Z. Eduard Ovčáček – prace z lat 1963 – 2010”, 22.10–16.11.2010, Katowice

Nauki o sztuce wyróżniają kilka typów procesu twórczego. Istnieje wśród nich taki, który polega na ścisłej realizacji przyjętego na początku pomysłu. Pojawia się też taki, gdzie pierwotna wizja stanowi jedynie luźną wytyczną a kluczową rolę odgrywa intuicja. Jest również taki – i ten jest tu najbardziej interesujący – gdzie prace są efektem swoistego dialogu z używanym materiałem. Artysta tworzący wedle tego modelu, bada specyfikę tworzywa i podąża za jego wskazówkami.

Dialog z medium to stały element w różnorodnym formalnie i wielowątkowym dorobku Eduarda Ovčačka. Wrażliwość na używany materiał ujawnia się począwszy od grafik lettrystycznych, przez foto-redy-made (odbitki, dla których matrycą były układy scalone), architektony (serie rzeźb tworzonych w oparciu o proste bryły geometryczne), reliefy, frotaże, serigrafię aż po prace z własnoręcznie sporządzanej masy papierowej i „wypalane” grafiki. Szczególnie ostatni typ prac, będąc dosłownie rozumianym eksperymentem z materią i powstały w oparciu o autorską technikę, doskonale wyraża postawę czeskiego twórcy. Inspiracja medium osiągnęła tutaj punkt kulminacyjny a kontakt z tworzywem okazał się na tyle osobisty, że domagał się specjalnej techniki.

By właściwie ująć postawę Ovčačka, warto odwołać się do analogii literackiej. Charakteryzując położenie pisarza, Maurice Blanchot w jednej ze swoich książek powiada, że „słowo wywołuje chwilę fascynacji, w której zawieszona zostaje jakakolwiek decyzja”[1]. Ma na myśli sytuację, gdy pisarz powodowany zachwytem nad tworzywem zostaje sprowadzony do roli bezwolnego instrumentu. Język porywa wówczas autora i ujawnia immanentną, niepodporządkowaną nikomu energię. Nie idąc aż tak daleko, jak chciałby francuski krytyk, możemy z pewnością stwierdzić, że fascynacja medium powoduje pewne wycofanie autora. Artysta zawiesza swoje intencje i mówi głosem tworzywa: w jego rytmie, idąc za sugerowanymi przez nie rozwiązaniami.

Wedle podobnej zasady przebiega historia pisma w twórczości Ovčačka. Pierwsze litery i cyfry pojawiają się na jego pracach na początku lat 60., by z czasem rozwinąć się w fajerwerki liter, słów i symboli. Mówiąc o obecności pisma w pracach artysty, trzeba pamiętać o literackich korzeniach jego twórczości. Jeszcze zanim podjął studia na bratysławskiej akademii, Ovčaček zajmował się poezją. Jego zainteresowanie przenosiło się stopniowo z treściowego wymiaru literatury na aspekty wizualne. Artysta oczyszczał słowa i znaki z ich znaczącej funkcji, odnajdując formy, które zbliżyły go do poezji konkretnej. Praktycznie nie znając w owym czasie działań międzynarodowego ruchu lettrystów, osiągnął wyniki plasujące go wśród czołowych przedstawicieli tego nurtu na świecie.

Ovčaček wykorzystywał czcionki drukarskie – do jego ulubionych należy secesyjny krój, którego drukarnia się pozbyła, gdy dla zecerów miał już status passé – tabliczki z nazwami ulic i adresami domów, czasem fragmenty matryc anonimowego autorstwa, by pod koniec lat 80. wymyśleć własny „alfabet”. Są to tzw. „staro-nowe znaki” (czes. staronové znaky), swoiste litery, które powstały na bazie symboli – zdaniem Ovčačka – używanych na całym świecie: kwadratu, gwiazdy, koła i krzyża. Pojawiają się one na rysunkach, obrazach, odlewach, rzeźbach oraz w performance.

Charakteryzująca Ovčačka interakcja z tworzywem przekłada się na relacje między dziełem i widzem. Twórczość czeskiego artysty należy do dyskretnych i nie narzuca widzowi interpretacji. Zamysł autorski staje się zaczynem gry, którą odbiorca podejmuje na własną rękę. Niezależnie od tego czy chodzi o prace z łacińskim alfabetem i arabskimi cyframi, czy „międzynarodowe” pismo, oglądający prace styka się z obfitą symboliką, z gęstym komunikatem. Ovčaček pozostawia odbiorcę z tym wrażeniem i ukrywa się jako nadawca komunikatu. Widz staje więc przed para-językiem, który sugeruje znaczenia, lecz nie chce nic powiedzieć do końca. Pismo wymyślone przez Ovčačka wzbudza ciekawość i powoduje domysły niczym nierozszyfrowane alfabety dawnych kultur, ale nigdy nie znajdzie tłumacza, który odczyta je, tak jak odczytano kamień z Rosetty.

Odbiorca zyskuje tu paradoksalną przewagę nad artystą. Nie przez przypadek, gdy mówi o interpretacji swoich prac, Ovčaček często używa terminu „asocjacja”. Język oczyszczony ze swoich praktycznych zastosowań, rozpływa się w serii plam i kresek, odsyłając w niewiadomym kierunku. Twórca oddaje interpretacyjne pole widzowi – obraz pozostaje stale „płaski”, stanowiąc znaczeniowy „ornament”.

Nawet tytuły grafik Ovčačka pełnią rolę niejednoznaczną. Owszem, artysta wskazuje kierunek interpretacji, jednak to widz wytycza drogę wiodącą od przedstawienia do znaczenia. Stopień metaforyki i wielość kierunków, którymi można podążyć, decydują, że sens zrodzony w głowie odbiorcy ma wyjątkowo subiektywny charakter. Zatem tytuł – tradycyjnie kluczowy element pracy – staje się kolejnym narzędziem „rozmiękczania” pozycji autora. Powoduje jego wycofanie i oddanie miejsca oglądającemu.

Ovčaček posiada bogatą kolekcję własnych grafik, które nigdy nie zostały wystawione. Są to w większości ilustracje literatury pięknej. Od pozostałego dorobku artysty różni je to, że są – jak mówi Ovčaček – „pracami z tematem”. W przeciwieństwie do grafik, które penetrują właściwości medium, oscylują między figuracją a groteskowym wynaturzeniem i skupiają się na aspekcie przedstawieniowym. Tutaj również wyraźna staje się skłonność Ovčačka, by tworzenie definiować jako pracę z materiałem. Ilustracje uznaje za aktywność poboczną, tworzy je dla celów komercyjnych lub „dla siebie”, podczas gdy wystawiany fragment twórczości stanowi efekt konsekwentnie realizowanego projektu. Jego wyznacznikiem jest praca nad właściwościami materiału.

Wypowiadając się o twórczości artystycznej, Eduard Ovčaček często przywołuje myśl, że „artysta posługując się materią wytwarza tak, jak wytwarza natura”[2]. Idąc za tą maksymą, od ponad pół wieku bada możliwości, które wymknęłyby się uwadze, gdyby tworzywo traktował jako vehiculum dla wyrażanych przez siebie znaczeń. Ta skromna, pełna pokory wobec materii twórczej postawa, decyduje o tym, że gdy patrzymy na jego prace, być może powinniśmy zarzucić postawę interpretatorów. Zamiast tego – podobnie jak autor – poddać się sugestiom i pójść za wskazówkami, które podsuwa medium.


[1] M. Blanchot, L’éspace littéraire, Gallimard, Paryż 2010, s. 29.

[2] Artifex utitur materia, quam natura facit, Tomasz z Akwinu.

Reklamy