Nie uszczęśliwiać na siłę. Rozmowa z Mateuszem Okońskim

Posted on Październik 31, 2011


Z okazji Roku Miłosza w Krakowie miała miejsce pierwsza edycja projektu PISARZ|POEZJA|PROZA|PRZESTRZEŃ PUBLICZNA. W kwartale ulic, gdzie mieszkał Czesław Miłosz (Sarego, Gerturdy, Sebastiana i Bogusławskiego) powstała literacko-artystyczna trasa spacerowa wyznaczona kilkunastoma ingerencjami w przestrzeń publiczną. Można było m. in. posłuchać tekstów Noblisty czytanych przez domofony przez jego sąsiadów (Liryczne Domofony – ulotny pomnik Poety, pomysł: Piotr Bikont), zajrzeć do mieszkań przez okna kamienicy ozdobione firankami z nadrukowanymi fragmentami wierszy (Półwidoki, Grupa Projektowa WZOROWO). Jednak najciekawiej prezentowała się akcja 40 i [p] zrealizowana przez grupę Strupek, która na rogu ulic Sarego i Bogusławskiego założyła sektę. Z gury sekty i liderem Strupka, Mateuszem Okońskim, rozmawia Łukasz Białkowski.

Dlaczego założyliście „sektę”, a nie np. klub modelarski?

Od kilku lat śledzę proces gentryfikacji Krakowa, zresztą wspólnie z grupą kilkunastu osób będziemy realizowali projekt poświęcony temu zagadnieniu. Chociaż ulica Sarego znajduje się w ścisłym centrum Krakowa, praktycznie nie podlega gentryfikacji: nie ma tam barów, drogich sklepów, wszystko wygląda tak samo jak 60 lat temu. Jest tam sporo osób, które mieszkają przy tej ulicy od kilkudziesięciu lat. I to właśnie chcieliśmy wykorzystać w tym projekcie, to nas najbardziej interesowało. W akcji 40 i [p] jako grupa Strupek chcieliśmy połączyć wątek literatury z wątkiem pewnej swojskości, popracować nad nią.

Pomimo że w tym projekcie w przestrzeni publicznej brało udział kilkanaście interwencji, tylko Wasza miała stricte społeczny, interaktywny charakter.

Ludzie nie lubią, kiedy uszczęśliwia się ich na siłę. Nie chcą, żeby im wieszać coś na ulicach, szczególnie wtedy, kiedy za artystami stoi lokalna władza, a mieszkańcy nie mogą się sprzeciwić. Nie chcieliśmy więc kolonizować tej przestrzeni. Kilka budynków przy ulicy Sarego jest własnością miasta, dlatego działając z ramienia instytucji miejskiej, jaką jest Krakowskie Biuro Festiwalowe, moglibyśmy tam zrobić bardzo wiele, nie licząc się ze zdaniem mieszkańców. Biorąc to pod uwagę, jakby na przekór, postanowiliśmy, że to my sami postawimy się w sytuacji, powiedzmy, opresyjnej, przyjmiemy rolę grupy marginalizowanej. W efekcie, w kwartale ulic pojawiła się nasza „sekta”, która czytała teksty towiańczyków.

 

Fragment rozmowy. Całość znajduje się na stronie http://www.obieg.pl/recenzje/22851.

Reklamy
Posted in: Rozmowy