Dwie strony jednej monety. Akcjoniści wiedeńscy w MOCAK-u

Posted on Styczeń 2, 2012


Minęły czasy, gdy za obrazę moralności karano twardym łożem i postem, a na osoby dopuszczające się tego deliktu spadała dodatkowo społeczna infamia i gniew mieszczuchów. Przypomnijmy, że właśnie na taką karę skazano Güntera Brusa za niegodziwości, które popełnił w czasie akcji Sztuka i rewolucja w 1968 roku. Dziś publiczność jest już zbyt przyzwyczajona do prowokacji w sztuce, by cokolwiek mogło wzbudzić jej żywą reakcję. W tym zawieszeniu między jałowym konsumowaniem autonomii – zdobytej krwią, potem i ekskrementami – a społeczną obojętnością wielu „społecznie zaangażowanych” artystów – choć żaden nie ośmieli się powiedzieć tego głośno – zgodziłoby się nawet na twarde łoże i post, byle tylko poczuć, że ktoś chce jeszcze na nich patrzeć i by mieć pewność, że „żyją”.  (…)

Ruksza chce sztuki zaangażowanej – niestety, relacja między sztuką a społeczeństwem, przynajmniej w takim kontekście, który proponuje kurator Przeciwnego bieguna społeczeństwa, to relacja wyłączna. Albo sztuka, albo społeczeństwo. Można odnieść wrażenie, że koncepcja Rukszy jest odbiciem idei stosowanych sztuk społecznych Artura Żmijewskiego, zgodnie z którą sztuka może być skutecznym i realnym działaniem, lecz w tym celu trzeba zrezygnować z jej „umownego” charakteru. Jednocześnie koncepcję Rukszy cechuje ta sama wada, którą ma naiwniutki pomysł Żmijewskiego: sztuka pozostaje zaangażowana tak długo, jak długo nie traci swojej autonomii. Z tego właśnie powodu może mniej niż realne działanie: będąc zaangażowana tylko do momentu, gdy bezpiecznie może skryć się za regułami, które sama ustala1, każe traktować się jako coś umownego, coś, co nie może dać prawdziwych rozwiązań. Z tej przyczyny sztuka zaangażowana może co najwyżej ilustrować napięcia społeczne. W momencie gdy staje się ich elementem, zaczyna gwałtownie wymachiwać rękami, krztusić się i desperacko zerkać w stronę własnej autonomii2. Chce wrócić tam, skąd przyszła.

Fragment recenzji. Całość znajduje się na stronie http://www.obieg.pl/recenzje/23531.


  1. Przykładem sama kategoria wolności twórczej, która pojawia się w prawodawstwie, w zasadzie dublując kategorię wolności wypowiedzi. Miałem okazję pisać o tym zagadnieniu w tekście Człowiek pogryzł psa. Kilka uwag o kategorii „wolności twórczej” jako konsekwencji Kantowskiej figury geniusza, „Episteme” nr 10, tom I, marzec 2011.
  2. Można odnieść wrażenie, że narzędzia pozwalające wybrnąć z tego pata ma Santiago Sierra, właśnie dlatego, że świadomie pasożytuje na zakotwiczeniu swoich działań w instytucjonalnej autonomiczności i ironicznemu odnoszeniu się do jej reguł.
Reklamy
Posted in: Recenzje, Wystaw