Fantomowa zagadka lub jak poważnie rozmawiać o duchach

Posted on Czerwiec 27, 2012


Tekst wprowadzający do wystawy „Fantom” Marcina Maciejowskiego i Siggi Hofera w Galerii Bielskiej.

„Od duchów robi się duszno”. Taki właśnie aforyzm ośmielił się kiedyś popełnić Jan Woleński. W tomie, w którym znalazło się to zdanie, wręcz roiło się od sentencji tyleż komicznych, co butnie roszczących sobie pretensje, by stać w ateistycznej awangardzie. To ostatnie stanowisko rozumiane było jako najwyższe osiągnięcie racjonalizmu. Pamiętajmy, że biorąc pod uwagę względy stricte filozoficzne, ateizm jest poglądem nie bardziej uprawnionym niż teizm. Woleńskiemu nie przeszkodziło to jednak pokpiwać, zakładać szaty naukowego obiektywizmu i zawłaszczać prawdę tylko na rzeczy jednej strony sporu.

Na cóż może się nam przydać ta pretensjonalna sentencja, gdy chcemy mówić o sztuce? Analogia z pewnością nie jest tu prosta. Jan Woleński zdziwiłby się, jak bardzo jego stwierdzenia nie są au courant w odniesieniu do malarstwa i sztuki współczesną w ogólności. Nie jest to właściwe miejsce, by krok po kroku przypominać wydarzenia, wystawy i konkretne prace, które ewokują mary i koszmary, sytuują nas w obszarze mszy i ceremoniałów religijnych, seansów spirytystycznych, badają zakazane księgi, sięgają po wiedzę tajemną, kuszą lub straszą wizją końca świata. Lecz z pewnością, można powiedzieć, że mamy do czynienia z tendencją rozlewającą się szeroko po świecie. Zauważyli ją krytycy. Ciekawie pisze na ten temat Nicolas Bourriaud, który we wstępie do polskiego wydania Estetyki relacyjnej zauważa, że według „wielu przedstawicieli środowiska artystycznego nadeszła nowa epoka. (…) pojawia się klimat ezoteryki, która celowym elitaryzmem zastępuje – dominujące w latach dziewięćdziesiątych XX wieku – negocjowane, formy dialogiczne oraz praktykę demokratyzowania dzieła sztuki. Mystic truths, wystawa zorganizowana w Auckland przez Natashę Conland (lipiec – sierpień 2007), badała analogię między artystą a wizjonerem, badaczem nieznanego. (…) W tym samym czasie szósty numer brytyjskiego magazynu »Garageland« został w całości poświęcony »nadnaturalnemu« i badał spirytyzm, szamanizm (…), zjawiska paranormalne oraz wiktoriański gotyk. To samo miało miejsce w Paryżu. W największych salach wystawienniczych Centrum Pompidou zorganizowało ekspozycję Traces du sacré, penetrującą związki artystów XX wieku z religią”[1].

Jak się wydaje, owe zjawiska pojawiające się w międzynarodowym obiegu sztuki mają również analogię w polskim światku artystycznym. A jedne i drugie znajdują swoje źródło w polu całego życia społecznego, zgrabnie je – proszę wybaczyć ów naiwny Stendhalowski realizm, ale rozmowy o duchach zobowiązują – odzwierciedlają. Zwięźle rzecz ujmując: żyjemy w czasach politycznego i obyczajowego konserwatyzmu. Od mody i designu, które karmią się wzorcami sprzed dekad, przez wątki „retro” w kulturze masowej, popularność tradycyjnych technik produkcji żywności, po wzrost nastrojów konserwatywnych w polityce jesteśmy świadkami zwrotu ku przeszłości. Jednak pieprzyka całej sprawie dodaje fakt, że oswajanie, zawłaszczanie przeszłości i próby jej przepisywania często zmierzają w kierunku zaskakującym i – musimy to powiedzieć – obskuranckim.

Pytania o współczesny rozkwit tendencji ezoterycznych jest więc faktycznie pytaniem o stosunek do przeszłości, a to oznacza, że jest to przede wszystkim kwestia stosunku do tradycji Oświecenia i jego nieodrodnego dziecka: modernizmu. Tak rozumiejąc to zjawisko możemy zastanawiać się, dlaczego rozczarowanie ideałami nowoczesności prowadzi najwyraźniej do ich stopniowego zaprzepaszczenia, czyli – jak dosadnie określił to jeszcze latach 70. XX wieku Jürgen Habermas – „wylania dziecka z ponowoczesną kąpielą”[2]? Doskonałym przykładem będzie tutaj minuta ciszy, którą w grudniu 2011 roku na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ – sztandarowym osiągnięciem modernistycznego projektu poprawy życia – uczczono śmierć Kim Dzong Ila.

Co się dzieje zatem z duchem krytycyzmu? Dlaczego pierzchnął, jakby przestraszony ideą postępu? Czyżby przeoczył fakt, że technicyzacja życia ma również aspekt emancypacyjny, że proces ujarzmiania podmiotu wygenerował mimo wszystko idee praw człowieka i swobód obywatelskich, że rabunkowa eksploatacja przyrody – fakt niezaprzeczalny – zaowocowała z drugiej strony rozwojem nauki? Jakkolwiek oceniać konsekwencje Oświeceniowego racjonalizmu, dostrzegając przede wszystkim emancypacyjny potencjał tej formacji kulturowej, czy – wręcz odwrotnie – podkreślając jej reifikujący i totalizujący charakter, pewne jest, że znajdujemy się w martwym punkcie (równie niedookreślonym jak duchy: istoty ni to żywe, ni to martwe). Rozczarowanie ideą rozwoju – przynajmniej w dwóch skrajnych wersjach, które proponowała nowoczesność: kapitalistycznej i socjalistycznej – nakłania niektórych, by szczęścia szukać na terenie ezoteryki i okultyzmu. Jakby zapomniano, że równie łatwo zyskać tam nadzieję, jak zejść na manowce.

Być może jednak zbędny jest tu patos i uderzanie w apokaliptyczne tony. Sam Bourriaud, rysując rzeczywistość w ciemnych barwach, stwierdza, że okultyzm: „to broń obosieczna. Oferuje zarówno narzędzia legitymizujące zachowania profaszystowskie, jak i jest echem idei wyrażonej w proroczej formule Marcela Duchampa: »Wielki artysta przyszłości zejdzie do podziemia«. (…) Obserwowany dzisiaj powrót »irracjonalnego« nie musi oznaczać politycznej kapitulacji, pod warunkiem że nie wciąga nas w wulgarny mistycyzm. To, co irracjonalne, ma również potencjał, by destabilizować realność”[3]. Jak dodaje, należy się zastanowić „co w nowym klimacie estetycznym jest regresem, a co rekonfiguracją, czyli próbą przepracowania formy z nowego punktu widzenia?”[4]. Innymi słowy: zanim wydamy ostateczną opinię, musimy dowiedzieć się, kto wywołuje duchy i jakie duchy są przywoływane.

Fragment. Całość ukazała się katalogu do wystawy „Fantom” (Galeria Bielska BWA w Bielsku-Białej, 23 czerwca – 22 sierpnia 2012) oraz na łamach „Obiegu”, gdzie można znaleźć go pod linkiem: http://obieg.pl/prezentacje/25600


[1] N. Bourriaud, Estetyka relacyjna, tł. Ł. Białkowski, MOCAK, Kraków 2012, s. 10-11.

[2] J. Habermas, Nowoczesność – niedokończony projekt, tł. M. Łukasiewicz [w:] Postmodernizm: antologia przekładów, red. R. Nycz, Kraków 1996, s. 35.

[3] N. Bourriaud, dz. cyt., s. 12.

[4] Tamże.

Advertisements