Zniuansowana egzotyka

Posted on Grudzień 23, 2012


Łukasz Białkowski: Projekt Nowa Europa realizujesz już od prawie 15 lat. Wcześniej pracowałeś jako reporter. Jeździłeś w najróżniejsze miejsca na świecie. W jakiej mierze Europa, jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie i kulturalnie obszarów świata, ma dla Ciebie posmak egzotyki?

Łukasz Trzciński: To jest takie dalsze stadium smakowania. Żeby docenić niuansiki, na których zbudowana jest tutejsza egzotyka musiałem nasycić ten pierwszy głód doświadczania, zaspokojony szczęśliwie przez etap reporterski.

Gdzie pojawia się ta europejska egzotyka?

Jest o wiele bardziej zniuansowana. Frajda jej doświadczania jest natury o dużo bardziej intelektualnej niż czysto percepcyjnej, kolonizacyjnej. Europa pełna jest mechanizmów skonstruowanych przez mniej lub bardziej spełnionych taktyków, inżynierów społecznych. Jednostki, w które mają być wchłonięte przez te mechanizmy, mają narzędzia do obrony lub przynajmniej znajdują się one w zasięgu ich rąk. Czy ci ludzie z nich korzystają czy nie, to już inna kwestia.

Egzotyka Europy Środkowowschodniej wynika z umiejętności jej mieszkańców lawirowania między strategiami specjalistów od inżynierii społecznej? Szukania szczelin w pieczołowicie konstruowanych planach, organizacji życia?

Tak, właściwie największe jej pokłady czają się w obszarze stosowanych przez jednostkę mechanizmów adaptacyjnych. Ale do tego dochodzą różnice mentalne, nieraz diametralnej skali, między sąsiadującymi ze sobą społeczeństwami. Ponakładane na siebie warstwy kolejnych doświadczeń historycznych powodują, że unurzanie się w codzienności sąsiedniego kraju przynosi zaskakujące efekty. No, i jest to przestrzeń o niewyczerpanych zasobach!

Tytuł Nowa Europa ma dość sarkastyczny wydźwięk. Jakie są proporcje w Twoim nastawieniu do całego projektu, jeśli chodzi o powagę i ironię, sarkazm?

Daleki jestem w tym projekcie od jakichkolwiek długofalowych strategii. Projekt ma żywą formę – podążam za tym, co przyniosą mi kolejne etapy. O jego kształcie decyduje również mój własny rozwój, ewolucja, która cały czas się dzieje. Parę założeń wyjściowych pozostało niezmiennych, ale teraz niewątpliwie bardziej interesują mnie mechanizmy postrzegania zjawiska niż ono samo. Właściwie nigdy nie zamierzałem opisywać Europy Środkowej, Wschodniej, czy jakkolwiek by jej nie nazwać. Ten region przedstawiam, mapuję, niejako w tle. Utopią byłoby podejmować próbę całościowego opisania go czy, gorzej, sklasyfikowania. Jedyne, co robię, to praca na warstwach zbiorowej wyobraźni i mentalności, które wcale nie muszą ostatecznie być składowymi jednego finalnego obrazu.

Odsunąłeś się tak daleko jak to tylko możliwe od formuły fotografii reportażowej. Jak mógłbyś określić strategię, którą wypracowałeś bądź nadal wypracowujesz, realizując projekt?

Cały projekt tak naprawdę dotyczy tego, co ludzie mają w głowach. I to są jedyne granice, jakie w tym projekcie realnie zakładam. Nowa Europa jest więc takim niejasno nakreślonym obrazem, wizją do której się dąży. Ale już w samym tym terminie jest wiele zakłamań  ̶  ta część kontynentu zawsze była w Europie, dlaczego teraz miałaby więc do niej pretendować? Termin utrwalali również politycy, mieszając kolejne warstwy znaczeniowe. W efekcie ten obszar coraz bardziej się rozmywa. Pierwszą Nową Europą były kraje tej „starej” – składowe historycznej wspólnoty europejskiej, a potem dokooptowywane do UE podczas pierwszych jej poszerzeń. Wtedy też obraz tej „starej” mocno zaczął się zmieniać, zaczęły się migracje itd. Wówczas to hasło zyskało po raz pierwszy kontekst nowego świtu, jutra, po którym na pewno będzie już tylko lepiej. Za każdym razem ten brzask się oddala. Reasumując, Nowa Europa stała się takim swoistym terminem zastępczym, kiedy trzeba wytyczyć kolejny, bliżej nieokreślony horyzont.

Czyli intuicje, że w tytule jest przynajmniej posmak ironii, są trafione?

Jeśli jest tam ironia, to raczej gorzka. Tematy, których dotykam, należą do cięższych gatunkowo. Wszystko toczy się wokół przykrawania jednostki do założeń systemowych. Ale to jest pierwsza warstwa narracji i czytania. Co istotne, ten region służy mi raczej jako swoiste laboratorium, badam kolejne warstwy wdrażania inżynierii społecznej. Choć poruszam się po konkretnej przestrzeni, chcąc nie chcąc, mapując ją na wskroś empirycznie, to jest to zaledwie punkt wyjścia. Interesuje mnie świadome posługiwanie się tą wiedzą, utrudnienia w jej zdobywaniu lub wręcz świadome pomijanie czy odrzucanie różnych elementów. Rozkładanie inżynierii systemowej na czynniki pierwsze przy niemal natychmiastowemu porzucaniu tej wiedzy na rzecz dalszych kroków powoduje, że traktuję ten region w kategoriach bardziej uniwersalnych czy, nie boję się użyć tego słowa, symbolicznych. Chociaż czerpię z konkretu, z „tu i teraz” regionu, z uwzględnieniem całej jego historii, traktuję te elementy jedynie jako próbki reprezentatywne, punkty, do których mogę się odwołać opowiadając o Systemie. I właśnie, System, czy kolejne jego warstwy, są rzeczywistym terytorium mojej eksploracji. (…)

Fragment wywiadu. Całość ukazała się w „Opcjach” nr 3/2012

Advertisements
Posted in: Rozmowy