Nowocześni: turyści

Posted on Styczeń 18, 2013


Początek XIX wieku – narodziny epoki nowoczesnej – to czas wysypu przewodników turystycznych, z kultowym wydawnictwami Baedekera na czele. Będąc charakterystycznym elementem nowoczesności, turystyka oddaje całą jej złożoność i wewnętrzne poplątanie. Fascynację egzotycznymi gatunkami zwierząt, której towarzyszyło ich tępienie. Ciekawość świata, którą sprowadzono do wizytowania atrakcji turystycznych – teatru, gdzie nowoczesny człowiek oglądał swoje pragnienia i wyobrażenia o świecie. W szerszym ujęciu turystyka oddaje napięcie między romantyczną potrzebą doświadczenia pierwotności natury, a procesem przemysłowej eksploatacji globu. W turystyce wyraża się więc doskonale złożoność i systemowa ambiwalencja człowieka nowoczesnego: wytwarzanie sztucznego świata, który przerażał, i od którego człowiek uciekał, oraz poszukiwanie utraconego raju, naturalności, która gdy ją znajdywano, okazywała się zbyt dzika, by nie poddawać jej kontroli.

Chociaż faktycznie prace pokazywane w ramach Nowocześni: turyści powstawały w wyniku podróży, wypadów za miasto, długich spacerów i obserwacji natury, to oczywiście turystyki Jacka Kołodziejskiego i Michała Smandka nie powinniśmy brać zbyt dosłownie. Fotografie Jacka Kołodziejskiego powstawały w ciągu ostatnich czterech lat podczas wycieczek po południowej Francji, Chorwacji i Polsce. Ale Jacek mówi wprost: „Nie mam duszy podróżnika, a przygody w egzotycznych krajach raczej mnie przerażają”.  W efekcie wybierał miejsca, gdzie technologia namacalnie stykała się z przyrodą i gdzie było bezpiecznie. Wśród nich znalazły się park Camargue  położony na mokradłach i bagnach rezerwat, w którym żyją dzikie białe konie i przez który prowadzą komfortowe, asfaltowe ścieżki. Następnie Jacek Kołodziejski fotografował kładki nad autostradą, które pozwalają na migracje zwierząt, potem hotel w Langwedocji z „dziką”, ale starannie pielęgnowaną roślinnością. Świadomie szukał pewnego terrarium, gdy jednak wchodził w te sztucznie wypreparowane miejsca, okazywało się, że miał do czynienia z przyrodą w całej jej spontaniczności i żywiołowości.

Michał Smandek jeździ po świecie szukając miejsc, gdzie przyroda wydaje się nietknięta przez człowieka. Krater Meke Gölü, biała powierzchnia słonego jeziora Tuz w Turcji, Cabo de Gata w Hiszpanii, Cabo de Sao Vincente w Portugalii to tylko kilka lokalizacji, w których dokonywał swoich interwencji. Podróżuje od paru lat, sycąc się klimatem pustynnych obszarów USA i odludnymi rejonami Azji. Interesuje go przyroda w swojej pierwotności i prostocie, sięga więc po proste substancje chemiczne i opiera swoje prace na nieskomplikowanych procesach fizycznych. Pracując z naturą, staje się eksperymentatorem i wykorzystuje praktyki znane z nauki. W rezultacie okazuje się, że w jego pracach nie mamy do czynienia z przyrodą, ale czymś wytworzonym i sztucznym. Materia organiczna i nieorganiczna, która miała mówić sama za siebie, zaczyna mówić dzięki ingerencjom Michała.

Turystyka, którą uprawiają Jacek Kołodziejski i Michał Smandek, to najpierw kulturowa podróż między biegunami technologii i naturalności, a dopiero później przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Ich prace udowadniają, że badając relacje między przyrodą, człowiekiem i technologią, nie trzeba sięgać po naukowe i techniczne nowinki, jak robią to specjaliści od bioartu. Nie trzeba też wręcz nawet wychodzić z domu. Uprawiana jest codziennie przez wszystkich, a zaczyna się, gdy spryskujemy pomieszczenie odświeżaczem powietrza.

Ciekawą figurą relacji, o których tu  mowa jest samo położenie galerii BWA SOKÓŁ i jej konstrukcja. Nowoczesny budynek, postawiony w niewielkim mieście, przez którego przeszklone ściany widać wypiętrzone 20 milionów lat temu góry. Na tarasach wokół galerii pewnie zalegnie śnieg, gdy w środku będą brzęczeć projektory i szumieć klimatyzacja.

 

Tekst towarzyszący wystawie „Nowocześni: turyści” (18 stycznia -17 luteg0 2013, BWA Sokół, Nowy Sącz), kurator: Łukasz Białkowski

Advertisements