Nikt nie wie, po co ten miś

Posted on Marzec 10, 2015


(…)

W warsztatach chodziło o – jak piszą kuratorzy – „rozszerzenie pojęcia kadr kultury, które wyznacza granice między amatorstwem i profesjonalizmem. Ich istotą była chęć sprawdzenia, czy możliwy jest swobodny proces twórczy wynikający z samej pasji i nakierowany na przyjemność, w tym przyjemność widza”. Otóż nie chciałbym być nieuprzejmy, ale pragnę poinformować kuratorów, że na podobnie postawioną kwestię spokojnie można odpowiedzieć „tak” i bez organizowania warsztatów. Wystarczy teleportować się z przełomu XIX i XX wieku (np. porzucić archaiczny podział na „prymitywistów” i „prawdziwych artystów”), gdzie najwyraźniej mentalnie żyją, do wieku XXI i na przykład zajrzeć do jaskini amatorów, YouTube’a. Ponadto warto zastanowić się, jak zdefiniować amatora: czy jest to osoba, która nie ma dyplomu uczelni artystycznej? Bo jeśli tak go zdefiniujemy, to kilku amatorów radzi sobie całkiem nieźle, choćby na polskiej scenie artystycznej taki Janek Simon czy Norman Leto. Ale że przed amatorską naiwnością nie chroni żaden dyplom, to znam też kilku zawodowców, którzy tworzą – że posłużę się sformułowaniem kuratorów – „z samej pasji” i radzą sobie gorzej niż amatorzy. Ich nazwiska litościwie przemilczę. Obawiam się, że tych pytań kuratorzy sobie nie zadali, skutkiem czego za amatorów uznali z rozpędu kilku licealistów, lokalnych freaków i emerytów.

Fragment recenzji. Całość ukazała się na portalu „Obieg” (http://www.obieg.pl/prezentacje/34930)

Reklamy
Posted in: Recenzje, Wystaw