Nic nie powstaje od zera lub spirala jako wartość dodana. Tomek Baran, Krzysztof Mężyk i Grzegorz Sztwiertnia w rozmowie z Łukaszem Białkowskim

Posted on Czerwiec 24, 2015


(…)

Każdy artysta, który przez historyków sztuki uznany był za nowatorskiego, czy za ważnego dla czasów, w których tworzył, na różny sposób podejmował ryzyko. W jaki sposób ryzykują współcześni formaliści, sięgając po strategie już kiedyś przepracowane?

Grzegorz Sztwiertnia: Zależy czy mówimy o artyście tworzącym zanim pojawiło się zjawisko nowego formalizmu czy po jego zaistnieniu. Bo jeśli mówimy o tym sprzed, to ryzykował on po prostu tym, że zostanie zaklasyfikowany jako reakcyjny epigon. Nikt nie będzie wnikał w zastosowane przez niego subtelności intelektualne i formalne, żeby jednak zrobić z tym językiem coś więcej, coś nowego, na nowo go rozebrać, zdekonstruować i zlepić z tego coś podobnego, ale jednak innego. Jeśli ktoś uprawia taką sztukę od niedawna, osiągając przy tym sukces, to ryzykuje tym, że zostanie znienawidzonym artystą, czyli konformistą, który podąża za koniunkturą i za pieniądze zrobi wszystko. A tak naprawdę może ma w dupie Marka Rotkho, Barnetta Newmana i całą resztę ferajny.

Pamiętam pierwszą wystawę indywidualną Krzysztofa Mężyka Stillleben z 2010 roku. Te obrazy zaskoczyły wszystkich znajomych i nieznajomych też. Odbierane były jako intrygujące, ale i – jak ujął to Grzegorz – epigońskie. Czy miałeś wtedy Krzysztofie wrażenie, że ryzykujesz?

Krzysztof Mężyk: Podjąłem ryzyko…

Tomek Baran: Takie ryzyko zauważa się później, jak zaczyna się to opisywać, a nie w momencie tworzenia.

 

Fragment. Całość ukazała się w katalogu w wystawy „Czysta formalność” (24.06.2015 — 09.08.2015, Galeria Labirynt, Lublin, kurator: Marcin Krasny)

Reklamy
Posted in: Rozmowy