Żadnych sentymentów

Posted on Czerwiec 24, 2015


(…)

Tym większe było moje rozbawienie parę lat temu, gdy ultralewicowi artyści z Francji, z jakimi miałem okazję pracować przy społecznie zaangażowanym projekcie w Europie Środkowej, bez żadnego skrępowania sami określali się mianem plastyków. Członkom ZPAP włos zjeżyłby się na głowie – żaden z tych Francuzów nie potrafił nawet solidnie rysować, nie mówiąc już o malowaniu, a parali się głównie performansem, wideo oraz – co było ich ulubionym terminem – rzeźbą społeczną. Nade wszystko zajmowali się dyskutowaniem o polityce, historii, różnicach kulturowych, języku i także różnych zupełnie nieistotnych zagadnieniach, wszystko to razem uznając za immanentny element ich twórczości. Wyrażenia „plastyk” i „sztuki plastyczne” absolutnie nie miały w ich użyciu ironicznego posmaku, traktowane były jako terminy zupełnie neutralne. I dla jasności dodajmy, nie była to żadna fanaberia. Francuzi słowa plasticien używają w takim znaczeniu, jak my wyrażenia „artysta wizualny”.

To niby błahostka, ale wbrew pozorom można z niej wyciągnąć całkiem interesujące wnioski. Interesujące przynajmniej wtedy, gdy mówimy o szeroko rozumianym „formalizmie” i jego nawrotach. Celowo używam tu liczby mnogiej, bo to przecież nie pierwszy moment w historii sztuki najnowszej, że do łask wraca estetyka, która karmi się poszukiwaniem stricte formalnych rozwiązań. Tego typu tendencje w połowie lat 90. wnikliwie opisywał Hal Foster, gdy w Powrocie realnego przyglądał się recepcjom pierwszej awangardy przez roczniki artystów debiutujących w latach 60. Co to ma wspólnego z plastyką? – można by zapytać.

 

Fragment. Całość ukazała się w katalogu wystawy „Czysta formalność” (24.06.2015 — 09.08.2015, Galeria Labirynt, Lublin, kurator: Marcin Krasny)

Advertisements
Posted in: Eseje