Biennale w Stambule. Małe, ale kąsa

Posted on Wrzesień 25, 2015


(…) Oceniając je według kryteriów, które standardowo stosuje się w wypadku tego typu imprez, wszystko jest jakby niemrawe i ma się wrażenie, że kończy się tam, gdzie dopiero powinno się zacząć. Co prawda wśród zaproszonych artystów pojawiły się gwiazdy i gwiazdeczki, ale nie świecą jak fajerwerki, raczej jak robaczki świętojańskie, z przyzwyczajenia – nie ma na biennale prac wybitnych, ale na pewno nie ma też prac słabych. Chociaż komunikaty prasowe mówią o blisko 80 uczestnikach i prawie 1500 dziełach, to udział wielu uczestników to licentia poetica (wśród nich wymienieni są Jacques Lacan, Giuseppe Garibaldi i Lew Trocki), a spora część prac to eksponaty muzealne. Nowych, autorskich projektów jest znacznie mniej, niż można by sądzić, bazując na oficjalnych komunikatach. Trudno było również dostrzec oszałamiającą frekwencję, nikt nie widział kolejek na wystawy, po prostu z miejsca na miejsce leniwie włóczyły się grupki zwiedzających.

Jednak jakimś dziwnym sposobem, tajnym kuratorskim knifem bądź nawet zaklęciem impreza ma sporo uroku i jej oglądanie sprawia wiele przyjemności. Bo mimo dość skromnych rozmiarów jest to wydarzenie prowadzone pewną, doświadczoną ręką. I nawet mgliste hasło: Tuzlu Su, czyli „słona woda” – wydawałoby się typowy przejaw kuratorskiej poezji, ni to slogan, ni słowo wytrych, majonez, który kuratorzy wciskają oglądającym – po kilku dniach staje się jakby mniej wodniste i niespodziewanie zaczyna pasować. Kojarząc się ze wszystkim i z niczym, mogłoby zaprowadzić Carolyn Christov-Bakargiev w wiele różnych rewirów. Amerykańska kuratorka jednak sprawnie okiełznała ten semantyczny potencjał i ułożyła poszczególne wydarzenia, lokalizacje i prace w trzy zasadnicze wątki: wielokulturowości, katastrofy i utopii.

 

Fragment recenzji. Calość ukazała się w „Obiegu” http://www.obieg.pl/recenzje/36600

Advertisements
Posted in: Recenzje, Wystaw