Należy sobie zaufać. Anda Rottenberg w rozmowie z Łukaszem Białkowskim

Posted on Wrzesień 1, 2016


(…)

ŁB: A co z politykami?

AR: Politycy reagują inaczej. Obecnie – to się oczywiście jutro może zmienić – wdrażają nowe kryterium, polegające na tym, że nieważne jakich środków używa artysta, ważne żeby był „nasz”. Część tego środowiska mówi np.: „nasz” jest Zbigniew Warpechowski i starajmy się zrozumieć tę część awangardy, która jest „nasza”, bo to wnosi do polskiej sztuki bardzo ciekawe wartości. Nikt się nie obrazi na Warpechowskiego, że zrobił performance, podczas którego się ukrzyżował i nikt nie powie, że natrząsa się z Jezusa Chrystusa oraz obraża uczucia religijne polskiego podatnika. Liczy się pozycja, z jakiej Warpechowski się wypowiada, a jest to pozycja osoby, która wspiera wiodącą partię. Dlatego dzisiaj dostanie Pan pieniądze tylko na tych twórców, którzy wspierają obecny rząd, bez względu na środki artystyczne, jakimi się posługują. Zrozumienie i dyskusja w tym wypadku nie występują, tak jak nie zachodzą one w państwach autorytarnych. W państwie autorytarnym nie ma miejsca na refleksję, że władza może się mylić.

ŁB: Czyli to nie jest dyskusja artystyczna, tylko światopoglądowa?

AR: Absolutnie, zawsze. Ale tylko do pewnego czasu, ponieważ każde autorytarne państwo buduje swoją estetykę i wyznacza swoje kryteria. Wtedy to, co jest piękne i słuszne teraz, nie musi się zazębiać z tym, co było takie wczoraj. Mogę to powiedzieć na przykładzie socrealizmu w Rosji, kiedy coś, co było piękne i słuszne w latach 20., zaczęło być tępione po 1930 r. Ciekawszym przykładem takiego przejścia, jeśli chodzi o spojrzenie ze strony władzy, są Niemcy, gdzie to był proces, a nie rewolucja. W Niemczech najpierw eliminowano z ekspozycji w muzeach dzieła Żydów. Dyrektorzy mówili artystom, że nastała taka trochę krępująca sytuacja i od teraz można pokazywać tylko Aryjczyków, trzeba więc udowadniać swoje pochodzenie. W związku z tym ekspresjonista Ernest Barlach zaprezentował swoje drzewo genealogiczne, cztery pokolenia wstecz, udowadniając, że jest Aryjczykiem. Przez chwilę jego prace były jeszcze pokazywane w ramach ekspozycji muzealnej, ale potem kryteria się zaostrzyły i trafił na wystawę Entartete Kunst. Najpierw więc kręgi „naszości” są dość szerokie, ale potem popieramy tylko tych, którzy stosują się do naszych, starannie skatalogowanych norm estetyczno-ideologicznych.

ŁB: Czy ten flirt bardziej otwartej części obecnej prawicy z takimi artystami jak Warpechowski czy Tomasz Kozak – niedawno ukazała się książka Pawła Rojka, redaktora naczelnego konserwatywnych „Pressji”, Awangardowy konserwatyzm, gdzie ci dwaj artyści traktowani są bardzo ciepło – na dłuższą metę się uda?

AR: Ja myślę przez analogię do znanych procesów, które zachodzą w społeczeństwach nakręcanych przez spiralę terroru. W Polsce ona nigdy nie zostanie nakręcona do końca, bo polskie społeczeństwo jest niesubordynowane, taką mamy tradycję. Polak jest krnąbrny i będzie robił to, czego nie wolno. Ale w społeczeństwie subordynowanym to się udaje, spirala sama się nakręca, bo taki jest jej mechanizm.

 

Fragment rozmowy. Całość ukazała się w „Miesięczniku Znak”, nr 736 (9/2016). Fragment rozmowy znajduje się tutaj: http://www.miesiecznik.znak.com.pl/nalezy-sobie-zaufac/

Advertisements
Posted in: Rozmowy