Kuba Szreder – ABC projektariatu. O nędzy projektowego życia

Posted on Grudzień 20, 2016


(…) Książka składa się z trzech części, ale odnosi się wrażenie, że napisały ją dwie osoby. Pierwsza ma formę leksykonu, w którym w kolejności alfabetycznej przedstawiono najważniejsze dla kondycji projektariatu pojęcia. To oczywiście tylko stylizacja, bo hasła skonstruowano w ten sposób, że układają się w zgrabny wywód. Jego założenia są takie, że to zbliżona do logiki neoliberalnej gospodarki struktura narzucana przez system finansowania wydarzeń kulturalnych zmusza projektariuszy do ciągłej rywalizacji. O co? Nie tylko o pieniądze, bo te są de facto narzędziem do utrzymania się w obiegu wymiany kulturalnej i do pozostawania widocznym. Szreder wnioskuje, że nastawiony na generowanie widoczności i celebrytów system prowadzi do nieustannego konkurowania ze sobą niezależnych animatorów, kuratorów i twórców oraz do powstawania wśród nich postawy cynicznego oportunizmu. To całkiem udana próba podsumowania struktury, w której osadził się na przestrzeni kilku ostatnich dziesięcioleci świat sztuki. Oczywiście nie pierwsza – krytyka kultury osadzonej na zagadnieniach widzialności i konkurowania o nią przejawiała się w całej humanistyce, szczególnie w lewicowej, od dawna (chociażby u Guy Deborda, którego Społeczeństwo spektaklu jest właściwie matrycą tego typu ataków na dojrzały kapitalizm dla wielu współczesnych autorów). Jednak Szreder potrafił skompilować wiele wątków i podać je we wdzięcznej popularyzatorskiej formie. (…)

Nie jest przecież tak, że Szreder ten pomysł wziął z sufitu. Opisywana przez niego formuła działania cechuje małe NGO, anarchistyczne komuny, squatersów, wspólnoty sąsiedzkie, grupy towarzyskie i inne im podobne. Ryzyko jest takie, że przy pomocy patainstytucji – czyli zasady „ja ci dam worek buraków, a ty mi popilnujesz dzieci albo zrobisz zdjęcia” – można tworzyć przede wszystkim patasztukę. Taktyka, którą proponuje Szreder, zakłada zaciśnięcie pasa nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale również artystycznym. Świetnie mogłaby się sprawdzić w przypadku działań aktywistów miejskich, artystów pracujących z grupami marginalizowanymi, performerów i wszystkich tych, którzy skupiają się na społecznym wymiarze swojej działalności i jest on dla nich ważny bardziej niż tworzenie obiektów. Dlatego wydaje się, że w systemie patainstytucji nie powstałoby wiele prac w obrębie sztuki współczesnej. Tych, którzy chcą realizować instalacje i inne obiekty, taktyka proponowana przez Szredera skazuje na szukanie środków w oficjalnych instytucjach. Zbliża się też niebezpiecznie do zalecenia Leszka Balcerowicza, którego znaną wypowiedź sprzed kilku lat pozwolę tu sobie przywołać: „No to zaczynajmy w Polsce od skromniejszych projektów […]. A pieniądze mogą pochodzić z wielu źródeł. Jeżeli w Polsce udało się rozwinąć społeczeństwo obywatelskie, nie widzę powodu, aby nie zadziałało także w kulturze, zresztą to się już dzieje. Nie każdy jest Carnegiem, ale wiele osób może ufundować ławkę, jeżeli znajdzie się na niej ich nazwisko”. Obawiam się właśnie tego, że patainstytucje to miejsca, w których neoliberalizm i strategie lewicowe podają sobie rękę. (…)

Fragment recenzji. Całość została opublikowana  w „Magazyn SZUM” nr 16 (4/2016), s. 213-215.

Reklamy
Posted in: Książek, Recenzje