Kolektywność, której musiałem się nauczyć. Z Rafałem Milachem rozmawia Łukasz Białkowski

Posted on Styczeń 1, 2017

1


W 2009 r. na swoim blogu napisałeś, że na ASP w Katowicach, której masz dyplom, nauczyłeś się myśleć, a w Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie – fotografować. Nadal masz takie przekonanie?

Kompletnie tego nie pamiętam, ale to częściowo prawda. Może nie jest tak, że na ASP nauczyłem się myśleć, natomiast opanowałem podejście i operowanie metaforą – abstrakcyjną analizą konkretnych tematów. To była baza stworzona dzięki spotkaniom z takimi artystami jak Wojtek Kucharczyk, który zmuszał nas do niestandardowego rozwiązywania problemów. Wtedy oczywiście nie zdawałem sobie sprawy, że coś się tworzy i że będzie to w dużym stopniu rzutować na moją pracę w przyszłości.

Tę postawę mogłeś potem połączyć ze stricte warsztatową wiedzą zdobytą w Czechach?

Warsztatową też, ale nie tylko. Studia w Instytucie Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opawie otworzyły przede mną zupełnie inny obszar. To, co się działo na akademii – przynajmniej taka była moja obserwacja – stanowiło introwertyczną, zamkniętą przestrzeń, która w bardzo ograniczonym stopniu odnosiła się do tego, co nas otaczało. Na ITF-ie, ze względu na rodzaj narzędzia, którym zacząłem się posługiwać, musiałem skonfrontować się z rzeczywistością. I chociaż obecnie mam coraz więcej wątpliwości związanych z możliwością opisywania świata za pomocą fotografii, to przesunięcie, którego świadomie dokonałem z obszaru sztuki do tego związanego z fotografią dokumentalną, uformowało całą moją obecną postawę artystyczną.

Do kwestii samej fotografii jeszcze przejdziemy, póki co chciałbym skoncentrować się na tej – jak to określasz – postawie, którą obie szkoły pozwoliły Ci wypracować. Na czym dokładnie polegało przejście od „introwertycznego” świata studiów na ASP do obserwowania świata za pomocą fotografii?

Równolegle ze zmianą narzędzia nastąpiła zmiana środowiska. ITF stanowiło wschodnioeuropejską mekkę fotografii dokumentalnej. Kluczową rolę odegrał tu nieżyjący już dokumentalista i mój pierwszy mentor Piotr Szymon, który związany był z obiema uczelniami. To on wytłumaczył mi, że dokument to nie tylko narzędzie do opowiadania historii, ale przede wszystkim postawa wobec drugiego człowieka. Zachęcił mnie również do studiów na ITF-ie. To było spotkanie dwóch odrębnych światów. Teraz wydają mi się one nie tak bardzo odległe, jednak wtedy to zderzenie szokowało. Nagle mogłem opowiadać historie, które działy się naprawdę i zakorzenione były w prawdziwym, a nie wymyślonym świecie. Zacząłem bardzo intensywnie pracować. Wydawało mi się wówczas, że muszę nadgonić cały ten czas, w którym nie zajmowałem się fotografią.

 

Fragment rozmowy. Całość została opublikowana w „Miesięczniku ZNAK”, nr 740 (1/2017).

Reklamy
Posted in: Rozmowy